Pokazywanie postów oznaczonych etykietą books. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą books. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 stycznia 2015

Stanisław Wasylewski, Na dworze króla Stasia



Book review! So today only in Polish. ^^

Jako, że szycie idzie mi koślawo i wolno (i po co kupowałam maszynę do szycia jak i tak szyję ręcznie?) to dzisiaj parę słów o świecie Stanisława Augusta Poniatowskiego oczami trochę dzisiaj zapomnianego Stanisława Wasylewskiego. A że Wasylewski jest autorem naprawdę wartym poznania, to chwała wydawnictwu Inicjał za wznowienia jego dzieł.



Jest to odrobinę poważniejsza pozycja niż prześmiewcze Portrety pań wytwornych, ale wciąż o charakterze popularyzatorskim.

Wasylewski stara się przedstawić postać króla kompleksowo, choć oczywiście jak sam tytuł wskazuje z naciskiem na czasy panowania i z wielką polityką na marginesie. Książka podzielona jest na 11 rozdziałów poświęconych różnorakim zagadnieniom z otaczającego króla świata. Rozpoczyna się wprowadzeniem w styl i charakter epoki w którym można przeczytać m.in. barwne opisy mody damskiej jak i męskiej, czy różnicach pomiędzy sarmatą a przedstawicielem nowej mody, Gallo-Polakiem. Wasylewski uchyla nam też drzwi do komnat króla i dokładnie opisuje poranek władcy, łącznie z przepisem na poranny bulion, bez którego Stanisław August nie zaczynał dnia. A czymźe byłby dwór bez ludzi? Autor dużo miejsca autor poświęcił ludziom z królewskiego otoczenia: nie zawsze przychylnej arystokracji, niezbędnym w życiu króla artystom, zagranicznym gościom, w końcu kochankom. Są dokładne opisy dworskiej codzienności - zabaw, uczt, czy też sławnych czwartkowych obiadów.



Pióro Wasylewskiego można by chyba najlepiej scharakteryzować słowami takimi jak lekkie, eleganckie i wytworne. Złośliwości są tutaj na salonowym poziomie, a autor obdarza nimi sprawiedliwie wszystkich po trochu, nie bawiąc się w faworyzowanie żadnej ze stron. Nie można przy tym nie wspomnieć, że podobnie jak w przypadku Pań wytwornych autor lubi sobie pozwolić na własną, surową ocenę, jednak nie jest ona nachalna.

Na koniec parę słów o oprawie graficznej - okładka nienachalna i przyjemna dla oka (o ile ktoś uznaje Poniatowskiego przystojnym ;)), ale prawdziwe perełki kryją się wewnątrz - oprócz standardowych portretów czy zdjęć architektury w tekst wklejono też drobiazgi, mały pistolecik, królewski talerz czy mój ulubiony kandelabr.


poniedziałek, 22 grudnia 2014

Katarzyna Bodziachowska "Księżna Izabela Czartoryska"


Today note about the book describing the life of the polish aristocrat, writer and collector, princess Izabela Czartoryska. The book is not translated into any foreign language, so today only in polish.

     Ostatnio rzucam się na wszelką literaturę dotyczącą XVIII wieku, ze szczególnym naciskiem na książki dotyczące życia codziennego, obyczajowości i kultury. Tym razem padło na Księżną Izabelę Czartoryską autorstwa Katarzyny Marii Bodziachowskiej. Nad zakupem długo się nie zastanawiałam - książka jest ładnie wydana (ewidentnie sugeruje tzw. literaturę dla kobiet), ma duży druk i obrazki (lubię jak są obrazki, takie skrzywienie zawodowe). Pełną zachwytów notę wydawcy przyjęłam z dystansem, zdjęcie autorki, mimo że oddające jej urodę, trochę mnie zaskoczyło (gdy się wydaje książkę to mimo wszystko warto byłoby zainwestować w fotografa, a nie dawać zdjęcie zrobione z zaskoczenia i wycięte z większej całości - tak, ja wiem, to szczegół, ale to też skrzywienie zawodowe).

Izabela Czartoryska, Alexander Roslin, 1774


     Książka nabyta, przeczytana, fragmenty pozaznaczane, czas więc na parę refleksji. Przede wszystkim mam problem z ulokowaniem tej książki w gatunku - na dużych portalach dla czytelników zakwalifikowano ją jako biografię. No nie jest to biografia. Przede wszystkim nie wiadomo, na czym Bodziachowska bazowała, brak jest bibliografii, odniesień, czy choćby odautorskiej noty wyjaśniającej zagadnienia, które są bardzo istotne dla kogoś, kto pierwszy raz zetknął się z postacią Czartoryskiej. A w końcu jest to postać historyczna - jako czytelniczka chciałabym wiedzieć, jakie są w książce proporcje pomiędzy prawdą a fikcją. Wspomnieć też należy, że fabuła urywa na roku ok. 1796, a księżna żyła jeszcze prawie 40 lat, nie wiem, czy takie było zamierzenie, czy planowana jest część druga.

     Prędzej jest to powieść biograficzna, choć powieści sensu stricto tutaj nie ma. To raczej luźne snucie historii o życiu Izabeli Czartoryskiej, a jeszcze konkretniej - fantazja autorki na temat tej postaci. Dowiadujemy się, co Izabela myślała, co czuła i jakie były motywy jej postępowania. Dało to autorce szerokie pole do tłumaczenia poczynań księżnej - w skrócie mówiąc sprowadziło się to do tego, że nawet kontrowersyjne czy egoistyczne działania były tak naprawdę podyktowane wyższym dobrem czy koniecznością.
     Szczególnie rozczuliło mnie tłumaczenie Izabeli, kobiety swoich czasów, libertynki, z rozlicznych romansów. Mówimy tu o kobiecie, która miała siedmioro dzieci z, jak utrzymują historycy, przynajmniej pięciu ojców. A czytając powieść odnieść można wrażenie, że jej romanse były w służbie ojczyzny i od nich niemalże zależały losy Polski (jak pokazała historia, nie dały absolutnie nic). A czy nie można zaakceptować Izabeli takiej, jaką była? Twórczyni pierwszego polskiego muzeum, mecenaska sztuki i pisarka nie potrzebuje tego typu wybielania, bo tworzy to obraz osoby idealnej, niemalże bez skazy, a kto w taką uwierzy?

Izabela Czartoryska, Maria Cosley, ok. 1790

     Oprócz Izabeli na kartach powieści naturalnym biegiem rzeczy pojawiają się i inne postaci historyczne - jej mąż Adam, z którym żyła w przyjacielskich stosunkach, król Stanisław August, którego raz kochała, raz nim pogardzała, bohater Kościuszko, wredna szwagierka Izabela Lubomirska, roztropne dzieci itp. itd. Żadna z tych postaci pomimo wielkiego potencjału nie zapada głębiej w pamięć. Jest to po trosze wina dialogów, kiedy bowiem czytamy coś takiego:

- Izabelo! Mamy wspaniałego wychowanka! Nazywa się Tadeusz Kościuszko! Jest fenomenalny! Wyróżnia go błyskotliwy umysł, koncentracja, pracowitość, a do tego chęci, chęci moja droga, chęci i... patriotyzm.
- Czy oprócz tego Tadeusza są jeszcze tam jacyś uczniowie, którzy przypadli ci do gustu?
- Tak, są także inni dzielni i wytrwali tak w nauce, jak i w ćwiczeniach: Jakub Jasiński z Wilna - nieco krnąbrny i uparty, ale tęgi umysł, Józef Sowiński - wprost uosobienie lojalności  i konsekwencji, Julian Ursyn Niemcewicz - znawca historii, wielbiciel literatury, a przy tym dzielny żołnierz. Patrząc na nich, zaczynasz wierzyć, że nasza ukochana Rzeczpospolita nigdy już nie upadnie, nigdy nie zginie...

...to trudno nam uwierzyć, że jest to dialog pomiędzy żywymi ludźmi.


Rezydencja Czartoryskich w Puławach, Konstanty Czartoryski, 1842

     Mimo wyraźnego patosu książka napisana jest przyjemną polszczyzną (Bodziachowska jest polonistką), tło historyczne jest zarysowane z dużą dokładnością i wszechstronnością - jest o obyczajowości, życiu codziennym, o polityce i o sztuce. Jest parę opisów uczt i strojów, co osobiście uwielbiam. Nie brak jednak poważnych nieścisłości, żeby przytoczyć jedną - autorka utrzymuje, że rezydencję w Puławach splądrowali Prusacy, a tymczasem sama Izabela twierdzi:

Na środku dziedzińca wznosiła się dziwnego kształtu góra usypana z kawałków najrozmaitszych sprzętów, których zabrać nie mogąc Moskale potłukli, a moi ludzie na kupę zgarnęli. Głowy, ręce, nogi marmurowych posągów, kawałki porcelany, kryształów, obrazów, mozaik, zwierciadeł, mebli mahoniowych i hebanowych, rozbite klawicymbały, poszarpane książki, porżnięte w pasy malowidła – wszystko to razem leżało w gruzach.
     Prusacy a Moskale to różnica dość duża, a przyznaję bez bicia, że nie jestem znawczynią epoki, by móc wychwycić wszystkie błędy. Takie kwiatki sprawiają, że na całość należy patrzeć z dystansem, raczej jak na literaturę pociągowo-poduszkową, niż jak na fabularyzowany podręcznik do nauki historii. Mimo to książkę przeczytałam z ciekawością a miejscami nawet z przyjemnością. Nie sięgnę jednak po kolejne pozycje tej autorki.

niedziela, 16 listopada 2014

Stanisława Wasylewskiego "Portrety pań wytwornych"




Another note about book not translated into english (or other language). Book contains few stories about polish duchesses, countesses and other posh ladies :)

"Portrety...", czyli zbiór dziesięciu barwnych opowieści o XVIII-wiecznych Polkach, skreślony piórem dziennikarza i eseisty Stanisława Wasylewskiego. Książka po raz pierwszy ukazała się w roku 1924 i stanowiła jedną z wielu pozycji autora dotyczących polskiej kultury i obyczajowości XVIII i XIX wieku. Bohaterkami są kolejno - Izabela Czartoryska, Helena Radziwiłłowa, Amelia Mniszech, Teresa Tyszkiewiczowa, Rozalia Lubomirska, Barbara Kossowska, Elżbieta Grabowska, Julia Potocka,Waleria Tarnowska i Krystyna Radziwiłłówna. Każda historia inna, każda ciekawa i niepozbawiona wydarzeń dramatycznych. 

Krystyna Radziwiłłówna, Józef Maria Grassi


Amelia Mniszech,  Alexander Roslin 1752


Nie jest to jednak pozycja naukowa przedstawiająca standardowe i obiektywne biografie, są to raczej anegdotyczne opowiastki, w których autor szczególnie rozsmakowywał się w romansach, konfliktach, skandalach i intrygach. Wasylewski przy okazji nie krępował się wydawać zdecydowanych sądów nad swoimi bohaterkami, a przyznajmy, miał co osądzać! Panie wytworne to kobiety barwne, kochliwe i korzystające z życia, a zarazem ambitne i potrafiące intrygami namącić w historii. W dzisiejszych warunkach najprawdopodobniej nie schodziłyby z pierwszych stron gazet (gazet głównie o charakterze tabloidowym uściślijmy).

IzabelaCzartoryska, Maria Cosway


Przy tej książce nie zaszkodzi choćby pobieżna znajomość tła historycznego, inaczej niuanse z życia bohaterek mogą wydać się nieco niezrozumiałe. Wasylewski mimo, że pisze lekko i całkiem dowcipnie, jest prawdziwym erudytą, stąd też ta współczesna wersja książki nieco "uproszczona" i zawiera wyjaśnienia zapomnianych dziś wyrażeń. Wyłowić można też trochę interesujących faktów z epoki - o rywalizacji pomiędzy Sybillą z Puław (Izabelą Czartoryską) a Westalką z Arkadii (Heleną Radziwiłłową), o pomyśle Rozalii na uczczenie rocznicy 3 maja, czy o wyborze pomiędzy pocałowaniem  Wielkiego Mistrza w sposób niewymowny a pocałowaniem mopsa pod ogon. Lektura z gatunku takich, co to raczej nie zmieniają Waszego życia, ale warto "Paniom wytwornym" poświęcić te dwa, góra trzy wieczory :)

Waleria Tarnowska, Domenico del Frate, 1805-1806, Muzeum Narodowe w Krakowie





niedziela, 31 sierpnia 2014

Osiemnastowieczne życie okiem Johanny Schopenhauer



Nie znoszę zbyt długiej ciszy na blogu. Zaplanowałam sobie na wakacje dużo szycia i haftowania i część z tych planów udało mi się zrealizować, jednak chwilowy brak względnie przyzwoitego aparatu uniemożliwia mi porobienie zdjęć. Z noworocznych planów udało mi się zrobić co prawda tylko kamizelkę, ale za to dodatkowo zrobiłam mini czepek i zaczęłam pikować spódnicę. No i dalej haftuję fartuszek, na który powoli już patrzeć nie mogę. Dlatego dzisiaj na rozruszanie książka!

Today will be about memoirs Jugendleben und Wanderbilder, in which Johanna Schopenhauer, mother of Arthur, famous philosopher, recall her youth in Gdańsk. Book was written in german and is translated into polish. How about english - I have no idea. So today  without translation, for german speaking readers I will say that this book is really worth reading. Really. You will find there many details of 18th century life - about everyday life, education, traveling, social relations, clothes etc. Maybe someone read her novels? Apparently she was quite known writer then.

Jeśli komuś nazwisko autorki kojarzy się ze sławnym filozofem, to prawidłowo. Ta radosna, pogodna kobieta wydała bowiem na świat "ponurego" filozofa, Arthura Schopenhauera, którego wizerunek ostatnio stał się dość popularnym memem:


Johanna urodziła się w Gdańsku w roku 1766 w rodzinie zamożnego kupca Trosieniera. W wieku 19 lat wyszła za mąż za Heinricha Schopenhauera, który, a jakżeby inaczej, także był bogatym kupcem. Z małżeństwa tego urodzili się Arthur (1788) i Adela (1797). W roku 1793 rodzina przeniosła się Hamburga, potem po śmierci Heinricha w roku 1806 do Weimaru, Bonn i ostatecznie do Jeny, w której to pani Schopenhauer dokonała żywota w roku 1838. Popularna pisarka, poetka, przyjaciółka Goethego, kobieta o szerokich horyzontach, wykształcona i świadoma siebie. Tyle suchych faktów. 

Caroline Bardua, Johanna i Adele Schopenhauer, 1806

Johanna jednak zasłużyła sobie na naszą pamięć nie tyle przez bycie matką swojego syna, ale przez swoją twórczość literacką, a zwłaszcza przez spisany pod koniec życia pamiętnik Gdańskie wspomnienia młodości. Jest to książka obowiązkowa nie tylko dla tego, kto interesuje się historią Gdańska, ale też i dla wszystkich tych, których interesuje życie codzienne drugiej połowy XVIII wieku. Warto tym bardziej, że Schopenhauer ma niezwykle lekkie pióro i umiejętność celnej obserwacji rzeczywistości. 

Daniel Chodowiecki, ulica w Gdańsku

We Wspomnieniach... wielkiej polityki jest tyle, ile potrzeba by zrozumieć tło historyczne, nie ma w niej też wielu historiozoficznych rozważań czy własnych emocjonalnych rozterek, są za to ludzie z krwi i kości, opisy zwykłej codzienności, obyczajów, stosunków społecznych i wszystkiego tego, co może przydać się komuś, kto zajmuje się cywilnym odtwórstwem epoki. Johanna zaczyna swoje wspomnienia tradycyjnie od dzieciństwa, które, jak wynika z kart książki, było nadzwyczaj udane (albo też tak się zapisało w jej pamięci, co w sumie na jedno wychodzi). Dużo miejsca poświęca edukacji, zarówno tej domowej, jak i szkolnej (w której uczono np. spokojnego siedzenia), swoim nauczycielom i przyjaciołom.  Barwnie opowiada o spotkaniach, jedzeniu, chorobach (ale z klasą!), szczepionkach, zaręczynach, strojach, koncertach, podróżach i wszystkim tym, co mogło dotyczyć dobrze urodzoną pannę.
Daniel Chodowiecki

Parę ciekawostek i cytatów na zachętę:
+ W Gdańsku w drugiej połowie XVIII wieku do kobiety nie mówiło się jeszcze madame, tylko np. czcigodna pani (jak stoi w oryginale - nie wiem).

+ Ja w tym samym wieku (lat sześciu) byłam ślicznie przybrana w katungową* sukienkę, cienką, piekną zapaskę z białego lnu i małą flordormeuse** na głowie, spod której wyzierał pudrowany czubek.
*katung - rodzaj tkaniny bawełnianek, tkanej jak wełna (nigdzie nie spotkałam się z taką nazwą, co to obecnie może być?)
** flordormeuse - z franc. czepeczek

+ Z Włoch sprowadzano kwiaty, które rzekomo aż do złudzenia naśladowano skorupkami jaj i kokonami jedwabników.  (Ktoś wpadł gdzieś na podobny tutorial? :D)

+ Buchalter ojca Johanny miał narzeczoną, która produkowała katagony i kapelusze, i z którą bez ślubu mieszkał w JEDNYM domu.

+ Jakie baśnie były wtedy popularne?
Od Sinobrodego, odtworzonego na drzeworycie w chwili gdy chce swą biedną żonę, chwytając ją za włosy, ściąć szablą dwa razy dłuższą jak on sam, odwracałam się ze zgrozą, ale rozumna księżniczka Finette ze swym szklanym kołowrotkiem, Kopciuszek najmilszy z trzewiczkiem i mały Paluszek z siedmioma braćmi nicponiami lub książę Rokett z warkoczem - jak oni mnie wszyscy zachwycali! Przede wszystkim zaś kot w butach.
Mi na wyobraźnię jednak najbardziej działał Sinobrody, a baśnie o Finette i księciu Rokett chętnie bym poznała.

Jeśli ktoś skusi się na przeczytanie, to niech szuka książki wydanej przez słowo/ obraz terytoria.  Obfituje ona w ilustracje z epoki, głównie autorstwa Daniela Chodowieckiego, którego autorka miała zaszczyt spotkać jako dziecko. Jako książkę do poczytania oceniłabym ją na 8/10, jednak ze względu na jej wartość historyczną - 100/10, po prostu bezcenność!




niedziela, 13 lipca 2014

"Czterdzieści dialogów" Nicolausa Volckmara czyli rozmówki z XVII wieku

Chyba każdy, kto zajmuje się rekonstruowaniem minionych epok wie, że o wiele trudniejszym od odtwarzania dawnych strojów jest odtwarzanie dawnych obyczajów. Zakładając zdobną suknię, mundur czy nawet prosty strój z ludu nie wchodzi się automatycznie w skórę damy, żołnierza czy służącej, i nawet nie o zdolności aktorskie tu chodzi, tylko o dokładną wiedzę o życiu codziennym w epoce. A tę wbrew pozorom niełatwo zdobyć. Weźmy na ten przykład zwykłą rozmowę - opracowania naukowe o ile w ogóle są szerzej dostępne najczęściej są suche, filmy skażone współczesnym spojrzeniem na człowieka, a powieści i dramaty z epoki często pisane są językiem wysokim i raczej nie oddają ducha prozy życia. Jak i o czym więc rozmawiać, gdy chcemy być bardziej realni dla potencjalnego odbiorcy albo po prostu wczuć się w klimat? Można więc rozmawiać współczesnym językiem o dawnych sprawach typu szycie, gotowanie czy czyszczenie broni (i tak jest najbezpieczniej), można też nieudolnie stylizować wstawiając randomowo w zdania archaizmy typu „azaliż”, „wżdy”, „waćpanna” itd. (i tak jest najgorzej). Można też zajrzeć do książeczki Nicolausa Volckmara Viertzig Dialogi (w formie papierowej wydanego przez Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego) i znaleźć tonę inspiracji ;)

This post will be about german-polish phrase book, so I guess it won't be interesting for the rest of the world ^^ So this time - only in polish.

ze strony klik
A książka ta to po prostu rozmówki niemiecko - polsko - łacińskie. Czytelnie podzielone na kolumny i starannie posegregowane na działy tematyczne w zasadzie nie odbiegają wiele od współczesnych pozycji tego typu, i tak jak one napisane są potocznym językiem. O samym Volckmarze niewiele wiadomo, pochodził z Hesji, był nauczycielem w gdańskim Gimnazjum Akademickim i płodnym pisarzem. O potrzebie tego typu literatury świadczy fakt, że rozmówki były wielokrotnie wznawiane, być może nawet 28 razy, w tym ostatni raz w roku 1758.

Działów tematycznych jest 40 i pozwolę wymienić sobie wszystkie: 1. Pozdrowienie i odpowiedź. 2. Liczba. 3. Czas. 4. Praepositie i z ich używaniem. 5. Czworo pytania pospolite i odpowiedzi na nie. 6. Gdy rano wstają. 7. Gdy wieczór spać idą. 8. Gdy do szkoły idą. 9. Gdy do kościoła idą. 10. Jako poselstwo sprawują. 11. Jako rozmaite rzeczy nakupić. 12. Jako mięsa i ryby kupić i ważyć. 13.  O obiedzie albo biesiedzie. 14. Rozmowa po obiedzie. 15. O pogodzie. 16. O graniu. 17. O rozmaitym odzieniu. 18. Jako szatę dać urobić. 19. O rozmaitych rzemieślnikach. 20. O przędziwie i o szyciu. 21. O krzcinach. 22. O weselu. 23. O praniu. 24. O kupowaniu drew. 25. O łaźni. 26. O pożyczaniu i upominaniu się pieniędzy. 27. O państwie i czeladzi. 28. O komediach. 29. O wędrowaniu i drogach. 30. O nowinach, wojnie, drogości, powietrzu morowym.  31. O złoczyńcach. 32. Gdy na folwark jadą rozmaite rozmowy; o gospodarstwie; 33. O oraniu, sianiu i o żniwie. 34. Jako zboża do Gdańska spuszczać. 35. O kupiectwie i żeglowaniu. 36. O budowaniu domu. 37. O wojnie. 38. O rozmaitych chorobiech. 39. O umieraniu. 40. O pogrzebie.

A co w tych działach? Cudowności i samo życie :D

Z działu Jako szaty robić dają:
Panie ojcze, proszę, daj mi Wasz Mość nową szatę urobić na święta.
Bo mi się stara już zdrapała a pasamony, bramy się odproły.
Wszak jeszcze roku niemasz, jakom ci ją dał urobić.
Już temu dalej niżeli trzy lata, do tego nosiłam ją na każdy dzień. 
Mogłabyś jeszcze dłużej w niej chodzić, kiedy byś umiała szczędzić.
Szczędzę-ć ja jako nalepiej umiem, a przecię się drze.
Dobrze by kupić, kto by pieniądze miał.
Ma Wasz Mość wielki wór pieniędzy, widziałam go ja dobrze.
Kiedy pani matka skrzynię była otworzyła.
Liczmany-ć to były.  (tu drobniaki)
Wiem ci ja, co liczmany są, a co węgierskie złote.
Wieręś tak mądra?
Chłopcze, idź do kramarza, a proś go żeby mi przysłał sztukę prostego grubrynu, łokieć po siedmi albo po ośmi groszy.
Namilszy panie ojcze, daj mi Wasz Mość co dobrego i pięknego urobić.
A więc to nie piękne dosyć?
Ale, żebracyć tak [nie] chodzą.
A tyś co? Podobnoś szlachcianka?
Gburkaś ty.
Więc go też wyrzucę na ulicę, na gnojewisko.
Więc ja też tobie pięknie dam rózgą w dupę (pośladek).

Gerard ter Borch, Ojcowskie napomnienie, c. 1654


Oto wam posyła cztery sztuki czworakiej maści, macie sobie wybierać, co się wam podoba.
Żono, podźcie a pomóżcie mi co nalepsze i nacudniejsze wybrać.
Szpetna to maść.
To cienkie jest i zda mi się wiotche i zleżałe.
Według mego zdania tedy to nalepsze.
Odnieś mu to zasię, pieniądze poślę mu jutro.
Zanieś do krawca, a daj sobie nową suknię urobić.

Dobry dzień, panie krawcze.
A czy macie też teraz wiele roboty?
Nie barzo wiele, tak po trosze.
Roboty dosyć, by się jedno robić chciało.
A co nam dobrego niesiecie?
Oto niosę trochę sukna i radabych miała nową suknią.
Tylko proszę, abyście mi co pięknego urobili.
Nie frasujcie się, lepiej ja to umiem, nieżeli burmistrz albo burgrabia.
Więc bierzcie miarę.
A jakoż chcecie mieć: długo czy-li krótko, ciasno czy-li szeroko?
Uczyńcie mi prawie w miarę, pięknie przestworno.
A kieszeni nie zapamiętajcie.
A rychło będzie gotowo?
Za tydzień, za dwie niedzieli.
Tak długo nie mogę czekać. Izali nie może być rychlej?
Mam jeszcze weselne szaty robić, a te mają być gotowe na przyszłą niedzielę.
Skoro one zgotuje, tedy wasze zaraz przykroję.

A gotowa moja szata?
Jeszcze nie.
Wiedziałam ci ja to dobrze, że to tak miało być.
Ale czemuście mi nie zgotowali?
Nie mogłem żadną miarą.
Czeladź moja powędrowała przecz, a do tego czasu nie mogłem żadnego towarzysza dostać.
Dzisiaj dopiero jednegom przyjął.
A kiedyś to wżdy będzie?
Za tydzień macie ją mieć za pewne.
By jedno pewno było.
Możecie mi wierzyć.

A suknia moja gotowa?
Gotowa, a czemuście dawno po nię nie przyszli?
Ukażcie, przymierzcież mi ją. 
A do dosyć przestworna?
Ciasna mi około piersi.
Jeszcze się to rozciągnie.
A coście zarobili od niej?
Od roboty grzywnę.
Za jedwab pięć groszy.
Za pasamonów czterdzieści łokci, po trzy półgroszki, uczyni sześćdziesiąt groszy.
Za tuzin guzików trzy grosze.
Wszystko pospołu uczyni cztery grzywny i ośm groszy.
Nazbyt-eście wiele napisali.
Nie nazbyt, widzicie dobrze, że teraz wszystko drogo.
Jako przydziecie do miasta, tedy wieźmiecie pieniądze.
Zgodzę się ja dobrze z panem ojcem.

Oto macie pieniądze, grosz-em wam wytrącił.
Dziękuję wam za dobrą zapłatę.
Towarzyszom dajcie też co na piwo.
Kiedy wam czego będzie potrzeba, tedy przydźcie zaś do mnie.

Uff... Długie ale szkoda urywać w trakcie, bo to cała historia jest. Volckmar nie stronił też od humoru, choć czasem w nieco dosadnej formie:

Z działu Gdy rano wstają:
Słyszałam iżiś mowił we śnie, aboć się co śniło? 
Śniło mi się, jakobych wór pieniędzy nalazł, powiedz mi co to znaczy.
Pewnie co zgubisz.

Z działu O weselu:
Stara baba bierze młodego chłopa, co jeszcze wąsika nie ma. Mogłaby być matką jego.
Stary siwy człowiek pojmuje  młodziuchną dzieweczkę o ośminaście lat.
Chłop młody pojmuje starą, zgrzybiałą babę, co i zęba w gębie nie ma.

Widocznie była potrzeba używania podobnych wyrażeń.

i dalej z tego samego działu:
Powadzili się, pobili i posiekli się, że sromota i grzech o tym powiedać.
Jednemu rękę, kilka palców ucięto.
Drugi dostał ranę przez łeb, mało nie na piędzi.
Trzeciego postrzelono. Pan Bóg wie, jeśli się wyleczy.
Niewiasty i dzieci tak wrzeszczały, że człowiek i własnego słowa nie mógł usłyszeć.
A tobie nie dostało się też?
Nie, bom uciekł, skryłem się.

Jan Steen, Kłótnia przy kartach jako luźna ilustracja do weselnej bijatyki ;)


Bardzo przewidująco ze strony Volckmara, nie pominął żadnego aspektu porządnego wesela :) wyobrażacie sobie coś podobnego w dzisiejszych rozmówkach?

Takich smaczków jest w tej pozycji mnóstwo. Niestety, książka w formie papierowej, czyli czytelniejszej nie jest ogólnie dostępna, Gdańszczanie na pewno mogą wypożyczyć ją w BUG-u, jak się w innych miastach - nie mam pojęcia. Można też przeczytać oryginał w necie pod tym adresem -  dużo więc zabawy z odcyfrowywaniem, ale moim zdaniem warto :)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...